Waluty
Obsługa klienta
+48 12 200 2505 Kontakt w godzinach:
10:00 - 19:00 +48 12 881 1366 Kontakt w godzinach:
14:00 - 20:00 w nocy
Sortuj wg cen

Lawenda – prowansalski czar w naszych ogrodach

Skromna, niby niepozorna, a potrafi pysznić się wszystkimi odmianami fioletów, różów, a nawet bieli. Niby krzewinka, niby bylina, a każdemu ogrodowi doda niepowtarzalnego uroku prosto z południa Europy. Jakby tego było mało, przepięknie pachnie, a dla bardziej ambitnych, stanie się radością w zimowe ponure dni, kiedy to ususzone jej gałązki podziwiać będą w zaciszach swoich domów, a wetknięte babcinym zwyczajem między ubrania i bieliznę pościelową, ochronią przed molami i dodadzą wspaniałego aromatu. Oczywiście mowa o lawendzie.

Do Polski przywędrowała wraz z legionami rzymskimi, które zdobywając kolejne rejony świata zakładały małe plantacje, w tamtych czasach lawenda używana była do relaksu, odkażania ran i jako przyprawa. Jest to półkrzew o najczęściej srebrzystych listkach, kwiatostany mają kłosowaty kształt, w większości przypadków w odcieniach fioletu, ale spotykane są również odmiany różowe, czerwone i nawet białe i wielobarwne. Mimo, ze wiele gatunków nie potrafi sprostać naszej zimie, to istnieje wiele jej odmian , którym nie straszne są polskie mrozy. Do takich odmian należą biało kwitnąca Alba, podobnie wytrzymała Rosea o kwiatach koloru lilaróż, a także Hidcote, której kwiaty mają charakterystyczny lawendowy kolor. Niezależnie od odmiany, lawenda idealnie nadaje się do ogródków skalnych, na obrzeża klombów lub na małe żywopłoty przy ścieżkach. Lubi i wymaga dużo słońca, wszak jej ojczyzną są słoneczne rejony południowe. Podłoże powinniśmy jej zapewnić przepuszczalne, gliniasto – piaszczyste. Niebanalnym pomysłem jest wydzielenie w swoim ogrodzie jednej rabaty tylko dla lawendy i postawienie obok ławki. Z prawdziwą rozkoszą usiądziemy na tej ławce o każdej porze dnia upajając się aromatem rozchodzącym się wokół. Lawendę szybko pokochacie nie tylko za jej nieodparty i subtelny urok i walory estetyczne. Dla wielu fakt, że jest ona mało wymagającą w ogrodzie rośliną będzie wielkim plusem! Zabiegi pielęgnacyjne przy lawendzie ograniczyć możemy do naprawdę niezbędnego minimum. Fioletowa księżniczka nie wymaga ani podlewania (wszak pochodzi z obszarów, gdzie Matka Natura nie rozpieszczała nigdy majowymi deszczykami!), ani zasilania nawozami. Wystarczy, ze będziemy obcinać zwiędłe kwiaty (co przecież czynimy dla aspektów estetycznych) a jesienią , po przekwitnięciu zetniemy krzewinkę całkiem przy ziemi, po to, by na wiosnę wypuściła piękne, świeże i gotowe do czynienia rozkoszy w ogrodzie pędy.

Jeśli więc po tym wprowadzeniu nabrałeś Czytelniku ochoty, by na wiosnę wprowadzić do swego ogrodu nieco czaru Prowansji, to wybieraj odmiany mrozoodporne, najlepiej lawendę wąskolistną (L. Angustiofolia), np. Hidcote blue, która bardzo dobrze radzi sobie z przetrwaniem naszych zim. Sadząc odmiany przywiezione z wakacji nad Morzem Śródziemnym liczmy się z tym, ze nie przetrwają do wiosny. Żeby lepiej się czuła w naszym ogrodzie, wybierzmy dla niej miejsce ciepłe i suche, najlepiej od południa. Lawenda kocha słońce, nie lubi zaś wilgoci.

Wysadzając kupione już sadzonki pamiętaj, że nie wolno ci usuwać bryły ziemi otaczającej korzenie, żeby ich nie uszkodzić. Nie musimy także nawozić dołka, do którego lawendę wsadzamy. Nietrudno bowiem przedobrzyć: nadmiar nawozu sprawić może, ze zamiast fioletowej rozkoszy, zafundujemy sobie rozkosz srebrzystą, czyli mnogość liści lawendowych przy małej ilości kwiatostanów. Żeby natomiast wszystko wyglądało schludnie i miało porządne warunki do wzrostu pamiętaj o zachowaniu odstępu 30 cm między sadzonkami. Kiedy już będziesz dumnym właścicielem (ką) klombiku lawendowego (może nawet i romantycznej ławeczki w jego pobliżu!) warto będzie pokusić się o nadanie jego krzaczkom rozkosznego okrągłego kształtu poprzez regularne przycinanie. Przycinamy po kwitnieniu, odcinając zwiędłe kwiaty i nowe pędy skracając je o dwie trzecie. Lub po prostu „na jeża”. Nadajemy naszej roślince pożądany kształt, najlepiej kulisty. W czasie kwitnienia wskazane jest zrywać część kwitnących kłosów, z tych najdorodniejszych możemy tworzyć niezapomniane kompozycje bukietowe, które oprócz tego, ze nacieszą oczy to napełnią cały dom wspaniałym zapachem, pozostałe zaś oczywiście suszymy! Warto pamiętać o tym, ze do suszenia nadają się kwiatostany, które niedawno zakwitły. Te stojące już jakiś czas po ususzeniu mogą zwyczajnie opaść. Przycinanie lawendy kontynuujemy też na wiosnę. Robimy to dość mocno, tuż powyżej młodych pędów, nie dopuszczając do tego by łodygi stały się zbyt długie i zdrewniałe, zaś gdy się to już stanie – nigdy nie przycinamy już tych części zdrewniałych. Po około sześciu latach lawenda starzeje się, nieestetycznie wygląda, dlatego warto wówczas je „odmłodzić” . Najpierw wycinamy u nasady 1/3 wszystkich pędów, aby prześwietlić krzew, roślina szybko powinna wypuścić młode pędy u nasady, które przez jakiś czas zostawiamy, zaś w połowie lata skracamy o połowę. Następnie usuwamy stare pędy całkowicie, pozostawiający tylko te młode, świeżo wypuszczone. Ten zabieg to takie odmłodzenie rośliny.

I kiedy już po tych wszystkich zabiegach (wcale z resztą nie tak skomplikowanych!) usiądziesz na tej swojej ławeczce w doborowym towarzystwie lawendy, kiedy owionie cię aromat południowych zboczy Prowansji, kiedy delikatnie kołyszące się na wietrze kwiaty lawendy szepną ci do ucha jedną z wielu niezwykłych historii, jestem pewna, ze uda ci się choć na chwilę przenieść w rejony Europy, do których mam taką słabość. I na zakończenie wisienka na torcie: angielskie przysłowie głosi, że tam gdzie rośnie lawenda, małżonkowie nigdy się nie kłócą… Czy ten argument nie wystarczy?

Autor: Ada Green